ILL BILL & JAYSAUN W ALIBI

Przyznać muszę, że ten niedzielny kwietniowy wieczór (jeden z pierwszych ciepłych w tym roku) zapowiadał się naprawdę ciekawie. Oprócz dwóch artystów z USA - zaiste ciężkiego kalibru - na scenie Alibi tego wieczoru zebrała się zacna grupa "saportów" z Polski. I pomimo tego, że całość rozpoczęła się z obsuwką, jak to przeważnie bywa na koncertach w Polsce, później wszystko potoczyło się nader sprawnie. Na pierwszy ogień poszedł 2sty, później Antone z ekipą i Projekt Ganges. Każdy grał nie za długo, coby nie zamęczyć/zanudzić publiki. Potem kolejno pojawiali się Kękę - to był chyba jego pierwszy raz we Wrocławiu, a na pewno pierwszy raz w klubie słynącym z najmniejszego backstage'u w Polsce. Swoją drogą ciekawe czy na rzeczonym backstage'u - Kaen - kolejny "rozgrzewacz" tego wieczoru również przesiadywał w masce. Przecież to pewnie swędzi, człowiek się poci... Ale za to fotogeniczny z niego jegomość trzeba przyznać. Całośc polskich supportów spiął Medium, który zagrał materiał zarówno z "Teorii Równoległych Wszechświatów", jak i z "Graala". Nad przebiegiem i płynną wymianą okupantów sceny czuwał Mateusz Natali z popkillera.pl, który tego dnia świętował już swoje trzecie urodziny (portal, nia Mateusz). 

 

1

1

1

1 

1

1

1

1

1

1

1

W końcu "nadejszla wiekopomna chwila", na scenę wylazł DJ Eclipse i raz po raz zapytywał czy jesteśmy "ready for Ill Bill and Jaysaun". Oczywiście wszyscy byli jak najbardziej "ready", a co poniektórzy ze względu na dość długi czas oczekiwania to już mieli nawet nie "ready", a "syntax error" - jeśli posłużyć się terminologią C64.  Ale panowie wciąż nie wychodzili bo ich didżej sprawdzić musiał wszystkie mikrofony i odsłuchy, raz po raz napominając akustyka by dał "higher" lub "lower". Pomijam, że nikt z obsługi nie zrozumiał prośby o zabranie butelek ze sceny, ale jak pokazał późniejszy przebieg imprezy pokazał, komunikacja zaszwankowała nie tylko tym razem. W końcu William Braunstein i jego ziomek Jaysaun pojawili się na scenie, nagrywając swoimi smartfonami publikę, po czym zaczęli z grubej rury, bo taka jest w końcu muzyka "Chorego Billa" - ma kopać w czerep; i rzeczywiście kopała.  

49

1

1

1

Mimo tego, że widziałem jego występy wcześniej dwa razy - na koncertach plenerowych, to hip-hop moim zdaniem o wiele lepiej sprawdza się w klubach, jest zupełnie inna relacja, widać wysiłek, zadowolenie czy zdziwienie na twarzach występujących. I zadowolenie to pierwsze uczucie jakie można było z facjat Billa i Jaya wyczytać. Było więc "CIA is trying to kill me", "Black Helicopters In The Sky", "My uncle" kilka przebłysków z Non Phixion, "Dirty Money" ze Special Teamz, "The Name's Bill", "World Premier" z DJ'em Premierem i stały punkt programu - tribute dla zmarłych raperów. W międzyczasie była także pogadanka o tym co można nazwać "classic shit", a co nie, kto jest prawdziwym raperem, a kto nim nie jest, itp. Później jeszcze bis, solo Jaysauna o "fake kurwas" (i tu zadowolenie na twarzach raperów na chwilę zamieniło się w zdziwienie - kto był ten wie) i na koniec "Heavy Metal Kings". Kto nie był żałować może, choć pewien niedosyt pozostał. Ze względu na bogatą dyskografię Billa, można było dodać więcej numerów chociażby z La Coka Nostra czy Non Phixion. "Black metal" czy "Futurama", moim zdaniem urwałoby dupę. Ale nic to, narzekać nie ma co, ostatnio dzieje się coraz lepiej i coraz częściej goście zza oceanu zaglądają w to "miejsce pośrodku Europy" - wypada więc się cieszyć i oczekiwać na kolejne koncerty.

1

1

1

1

1

The Best betting exchange http://f.artbetting.netby ArtBetting.Net

mic

bookshelf

globe

music

How to get Bookmakers Bonus - articles.
BIGTheme.net - Theme Catalog