Niedawno zawitaliśmy na próbie zespołu Kultura Upadła. Kapitan Miłość, Komandor Autyzm, Człowiek Parówka, Człowiek Hipi-SS i Matek nieźle się rozgadali. Tu nie ma ściemy, panowie robią bezpruderyjną muzę, a polityczną poprawność mają za nic. I dobrze, tego nam trzeba.

 

Wrocławskie Knajpy: Pierwsze pytanie jest takie: Czy kultura rzeczywiście upadła?

Wszyscy: Nie raz, nie raz (śmiech). I jeszcze nie raz upadnie.

Człowiek HipiSS: Czy moszna wypadła? Niedawno mi się tak zdarzyło, że mi moszna wypadła. Można wróżyć z moszny? Było to niezbyt przyjemne przeżycie, dlatego powinniście przyjść, odwiedzić nas na koncercie.

Kapitan Miłość: Kultura upadła i upada aktywnie czyli w skrócie KUPA (śmiech). 11 -ego gramy koncert w Niskich Łąkach, zapraszamy serdecznie. Kultura pada na ryj.

Człowiek HipiSS: Można przeklinać panie redaktorze? (śmiech)

WK: Można. Jak byście określili Waszą muzykę? Spróbujcie się zaszufladkować.

CH: Dres punk.

WK: Dres punk? Rozwińcie to.kulturawywiad1

 

CH: Wrocławski hip-hop wygląda mniej więcej tak, że ubiera się pedalskie wypowiedzi w oldschoolowe wdzianka. Ja nie widzę różnicy między czymś takim :”kupiłem sobie wczoraj ray-bany, okazały się z plastiku”, a „kupiłem kurwa okulary, okazały się być podrobione, bling kurwa bling”. Ja mam dość...

KM: Jakie było pytanie (śmiech).

 

CH: Gramy i jest rozpierdol, nie zamulamy, że jest nam smutno, źle, dołująco, że życie to jest przegrane, tylko po prostu rozpierdol pozytywny.

 

KM: Ja ukułem termin, że gramy rapo-punko-rocko-świnię, mix tych wszystkich gatunków, a jeszcze dochodzi disko disko (śmiech).

 

Człowiek Parówka: Jeszcze nie było takiego gatunku, który gramy, ale jak umrzemy to będzie kontynuowany. Ale generalnie nasza dewiza to: „przyjebać i odpuścić, przyjebać i odpuścić”.

 

WK: Część z Was pochodzi ze środowiska hiphopowego, chodzi mi o wokale, a część instrumentalna?

 

CP: Część instrumentalna wywodzi się z różnych środowisk, każdy z nas się przewinął przez milion kapel, nie wiem czy każdy osobiście może się zaszufladkować jakoś. Aktualnie można powiedzieć, że oprócz Kultury Upadłej gramy jeszcze z Tomkiem Burakiem w Headhunters, gramy street punka. Matek może sam się wypowie za siebie.

 

Matek: Zacząłem grać z chłopakami trzy lata temu, oni współpracowali już wcześniej, ja doszedłem, ale jakoś się dogadujemy.

 

CH: Nasz kolega: prosto z siłowni na bas (śmiech).

 

WK: Ciężko jest łączyć rap z takim „niewąskim” instrumentarium jak wasze?

 

CP: Powiem Ci tak. W ogóle są chyba takie czasy, że ludzie starają się szufladkować wszystko. Nie wiem, przynajmniej od początku lat 90tych, albo i wcześniej nawet, zawsze style się mieszały gdzieś, patrząc na Bodycount, Rage Against The Machine, Beastie Boys. Sam hip-hop jest tak szeroką dziedziną, gdzie nie tylko jest muzyką graną z winyli plus MC, lecz były też wcześniej kapele gdzie grał żywy zespół.

 

KM: Ja muszę przerwać Człowiekowi Parówce i sprostować, bo to jest zwykłe pieprzenie, że my gramy hip-hop z instrumentami, ja się odcinam w ogóle od tego, bo w naszej muzyce jest naprawdę dużo punkrocka i dużo innych elementów.

 

CP: Chodziło mi o to, że rymowane wokale są jakimś środkiem przekazu i tylko o to chodzi i każdy z nas robi w tym zespole to, co umie robić najlepiej czyli skoro chłopaki potrafią rymować albo drzeć mordę, to to robią, bo nic innego nie potrafią (śmiech). Wyszło jak wyszło chłopaki rymują, my staramy się napierdalać głośno i tak to wygląda.

 

KM: Dla mnie formuła się wyczerpała, mi się już nie chce robić rapu pod bity, jest inna energia, inna publika, inny odbiór. Karlos (Komandor Autyzm) ciągnie jeszcze swoją historię z rapem, z FTM i jest w porządku, ale ja dostaję kurwicy gdy ktoś mi mówi: wy to gracie taki hip-hop instrumentalny. To jest dla mnie całkowicie nieprawda. My gramy dres punka, rapo- punko-rocko-świnię albo disko disko, możesz sobie wybrać. Nie gramy hip-hopu z żywym instrumentarium. Mamy takie kawałki z wcześniejszych etapów naszej podróży twórczej, po tym jak spotkaliśmy się na Nadodrzu i powstał ten zespół, a teraz jakby ewoluujemy. Ciągle mamy stygmaty, naznaczeni jesteśmy przez pierwszą epkę i tyle, ale jak ktoś chce stestować co gramy i posłuchać czym jest dres punk albo disko disko to warto przyjść na koncert.

 

CP: Dokładnie. Cały czas uaktualniamy swoją twórczość i rozwijamy się, więc kto wie, czy za pół roku nie będziemy grali np. electro disco folk, bo może tak być, albo dubstep jazz.

 

CH: Ale pytanie było inne. Czy nam się trudno tworzy taką muzę. Wbrew pozorom na pewno próby są gdzieś tam pełne energii i spinania się o to, co chcemy grać, ale każdy ma swój pomysł i stara się dopasować. To nie jest kwestia tego, że jest u nas w zespole ktoś, kto zarządza, choć niektóre osoby mają skłonności faszystowskie (śmiech). Chodzi o to, że każdy z kawałków, które stworzyliśmy, które zagraliśmy i z którymi ciśniemy na scenę to jest mix wszystkiego, co każdy z nas indywidualnie chciałby wnieść do kawałka. Nie mamy jakiś trudności w tworzeniu nowych numerów, jedyna trudność to stwierdzenie, że: ten kawałek jest naprawdę kiepski, nie gramy go więcej na koncertach.

 

CP: Mamy różne doświadczenia, przede wszystkim liczy się atmosfera na próbie. Czasami jest tak, że jest bardzo miło, bardzo fajnie, ale z głowy ci nie wyjdzie nic nowego, czekasz pół roku i dopiero robisz numer w 15 minut powiedzmy...

 

KM: I one są najlepsze, takie numery.

 

CP: … i takie numery najlepiej się gra, ale jest naprawdę wiele, wiele zależności, nie wiem doświadczenie muzyczne, itp.

 

CH: A chłopaki są do tego wystarczająco zajebistymi MC.

 

KM: Stary ja skończyłem akademię muzyczną, sześć lat uczęszczałem. Kończyłem wokal we Wiedniu (śmiech).

 


kulturawywiad2
WK: Czyli szykujecie nowy materiał. Będzie legal?

 

CP: Jeśli ktoś zechce nas wydać.

 

CH: Jeśli ktoś zalegalizuje (śmiech).

 

CP: Jak ktoś nas zalegalizuje to może będzie, aczkolwiek brak nam trochę środków finansowych, żeby zrealizować płytę tak jak byśmy chcieli.

 

CH: Jeszcze spłacamy teledysk pracą w kopalni (śmiech).

 

KM: Ja nie widzę w ogóle różnicy legal - nielegal. Legal, to znaczy co, że leży w Empiku, tak?

 

WK: No tak. W skrócie.

 

KM: Jedyną szansą w Polsce, żeby dostać taką opcję jest to - jeżeli oczywiście nie chcesz być szmatą, którą wydaje „majors” i mówi Ci co masz robić- że nagrywasz płytę sam, płacisz za nią 10 tysięcy albo 15, bo tyle kosztuje realizacja płyty z żywymi instrumentami, zanosisz do wydawnictwa i ktoś Ci mówi dobra mogę to wydać, powielić i rozdystrybuować. 

 

CH: Pod warunkiem, że sam zapłacisz 30% tego hajsu czyli kolejne 10 „koła”.

 

CP: Wydaje mi się, że to jest na tyle rozwinięte i idzie w tę stronę, że jak już wydać to chyba samemu...

 

CH: Ogarnąć mniejsze ilości, żeby cały nakład zszedł, a nie że mamy chatę zawaloną, 100 tysięcy sztuk leży...

 

CP: Wiele osób tak robi, że sami zakładają swoje wytwórnie, bo to jest kwestia po prostu założenia działalności, a tak naprawdę kasy, bo gdybyśmy mieli kasę to sami byśmy sobie zrobili promocję, bannery, hostessy...

 

KM: Żywe laski byłyby naszymi reklamami, robiłyby laskę i wręczały płytę. My wierzymy w nowoczesne środki przekazu informacji, nie internet, nie telewizja i nie radio. Telepatia i kurwy na stricie stary (śmiech). To jest nasza przyszłość.

 

WK: Uprzedziłeś moje pytanie, miałem spytać...

 

KM: O telepatię.

 

WK: Tak (śmiech). We Wrocławiu już jesteście znani, w jaki sposób chcecie dotrzeć do szerszego grona?

 

CH: Do szerszego czyli do grubego? Przygotowaliśmy jedzenie mocno tłuszczowe, będzie schab w maśle, przepraszam smalec w maśle oraz konserwy i do tego będziemy dodawać nasze płyty i kompakty.

 

KM: Powoli finalizujemy kontrakt z Jeronimo Martins, z siecią handlową Biedronka , naszą płytę mają dorzucać do mielonki. To jest poważna sprawa, poważna forma promocji. Płytę z mielonką pogonimy w świat (śmiech). Czekamy na trasę koncertową, którą niedługo będziemy zaczynać, będziemy występować w Biedronce. Nie wiem czy słyszałeś ale ja po tej wokalistyce w Wiedniu śpiewam: „Biedronka, niskie ceny”. Biedronek jest w Polsce pełno, w każdej wsi, mają parkingi i jest gdzie robić festyny (śmiech).

 

CH: A poważnie to chcemy grać jak najwięcej koncertów teraz, jeżeli mamy załapać jakąś publikę to nie siedzeniem przy necie i pisaniem: ale jesteśmy zajebiści, tylko musimy grać dobre koncerty z rozpierdolem, żeby ludzie po prostu poczuli, że ta muza ich rusza, że jest energia, że to jest coś pozytywnego, napinanie się w necie byłoby spoko jakbyśmy mieli po 7 lat i grali numery w stylu „Kula daje fula”.

 

CP: Dużo idzie pocztą pantoflową, ludzie byli na koncercie, mówią innym. To są jakieś domysły teraz tak naprawdę, ale myślę, że tak to wygląda.

 

KM: Na przykład graliśmy koncert w Warszawie i przyszedł typ z Gdańska na niego, bo słyszał nas w Gdańsku. Nie wiem czy specjalnie po to przyjechał, ale był. Więc to nie jest tak, że tylko we Wrocławiu o nas słyszą, z drugiej strony możemy zauważyć ten problem, że nie mamy pełnoprawnego wydawnictwa, takiego które pokazuje co gramy. Mamy epkę, która ma pięć kawałków i która nie do końca pokazuje co my robimy. Jeżeli ktoś chce nas zobaczyć i stestować niech zobaczy nagrania na youtube z koncertów, a nie koniecznie numery z epki.

 

CP: Plusem albo opcją dla młodych kapel jest też, żeby grać na przeglądach w całej Polsce i się pokazywać.

 

CH: Nie, to kaszankarstwo jest.

 

KM: Ja nie lubię przeglądów.

 

WK Czyli co? Klipów nie będzie, jakiejś innej promocji?

 

 CH: Będą. Wkrótce premiera naszego najnowszego klipu o wdzięcznym tytule „Dżoanakrupa”. 11.11.2011 to jest magiczna data, to już trzeci koniec świata w tym tygodniu i tego dnia chcemy zaprezentować nasz nowy klip, który został zrealizowany za naprawdę gruby sos o czym już wspominaliśmy.kulturawywiad3

 

CP: Prace nad jego realizacją trwały rok czasu, to jest bardzo ważne.

 

CH: Zbieranie hajsu na jego realizację trwało mniej więcej tyle samo. Jesteśmy cholernie zadowoleni z efektu finalnego. Zapraszamy serdecznie do sprawdzania.

 

WK: Widziałem trailer, robi wrażenie.

 

CH: No, są piękne kobiety...

 

KM: Matka dziewczyna tam występuje, ale została poznana już po (śmiech).

 

CH: Zakochał się na planie. Mamy nowe numery, wkrótce zrealizujemy cztery kolejne numery i jest to jakaś tam następna część promocyjna. A jako, że mamy prawie dwadzieścia nowych kawałków, nowych tracków, które będzie można usłyszeć na koncercie wraz ze starymi dobrymi hitami, które znacie i kochacie, chcemy się jak najszybciej wziąć za zrobienie konkretnej płytki 14-kawałkowej.

 

KM: Trochę inna sytuacja jest jeżeli masz same bity, a realizacja nagrań trwa dłużej, stąd też promocja jest opóźniona. Najwięcej pracy to zgranie się z instrumentami, inaczej niż gdy masz wokal, bity i nagrywasz to w domu. Mamy dlatego też inny styl niż cała reszta hiphopowej sceny wrocławskiej, inaczej to się wszystko dzieje w ”żywej” kapeli niż w składzie hiphopowym.

 

CH: Ja też nie chcę deprecjonować innych kapel, jeżeli po prostu ktoś przyrówna nas do jakiegoś innego żywego bandu z Wrocka, to realizacja nagrań, zbieranie materiału, studio nagrań i cały hajs wygląda pewnie tak samo jak nagranie innego żywego bandu, grającego szanty albo teksty Jacka Cygana. Zajmuje to dużo czasu, pochłania dużo pieniędzy, samo skołowanie sprzętu czy mikrofonów... W zespole hiphopowym wystarczy jeden majk i kawałek chaty, żeby nagrać kawałek i jest git. A u nas w przypadku nagrania choćby perkusji naszego kolegi, który właśnie kupił sobie nowe bębny trzeba użyć dużych ilości sprzętu, pieniędzy, pomieszczeń, co zajmuje pierdyliard czasu.

 

KM: Ale zamykając temat promocji, bo my ciągle lecimy dookoła, ja naprawdę liczę na tą trasę z Biedronką (śmiech). Jak się uda, to pierdolniemy trzy płyty w ciągu pół roku i dziesięć hitów. Do „Pani Domu” będą dodawane.

 

WK: Nawiążę do tego, o czym mówiliście. Czym sobie Joanna Krupa zasłużyła na kawałek?

 

CH: No, jest symbolem, prawda? Współczesnej kobiecości, współczesnego poszanowania...

 

CP: Ja wymyśliłem ten numer, więc może powiem co artysta miał na myśli (śmiech).

 

KM: „Twoje eyes są hypnotizing” (śmiech). Kawałek „Dżoanakrupa” powstał dlatego, że Top Model jest programem totalnie robiącym ludziom wodę z mózgu. Refren i cały przekaz kawałka odnosi się do tego, że „musisz mieć fun, musisz mieć stajl i shining like a star”. Na poważnie chodzi o to, że telewizja i cała reszta wbija ci gwoździe w głowę i kreuje jakieś postawy, które są kurwa nierealne do zrealizowania u nas w kraju, a dziewczyny, które mają 13 lat albo nie daj boże 26 też chcą „shining like a star”, a nie wiedzą o tym, że to wszystko jest reżyserowane, cały ten mandżur jest wypożyczony, to wszystko jest nieprawdą.

 

CP: Lansuje wzorce, które są próżne.

 

CH: O tym opowiada nasz najnowszy klip.

 

KM: I to stanowczo widać na jednym porównaniu w klipie. Co do czytania naszej twórczości samej w sobie myślę, że ironia to jest to słowo, które warto mieć na uwadze, słuchając naszych tekstów. Bo nie wszyscy rozumieją. Każdy kawałek o czymś opowiada, nawet numer „Cycki”, który jest naszym gwoździem do trumny, wiesz to jest piosenka mammograficzna, po prostu namawiamy do badania się na raka piersi (śmiech).

 

CH: I widać nasze powiązania z nurtami punkrockowymi, ta kontestacja albo nienawiść...

 

CP: Walczymy o lepszy świat, o lepsze jutro dla naszych dzieci (śmiech).

 

kulturawywiad4
WK: Dżoana wyjaśniona. Wolicie próby czy koncerty?

 

CH: Koncerty, bo na próbie jest fajnie, ale jednak jest spinka, bo trzeba się przygotować. Próba to mus.

 

CP: Próba to jest praca na koncerty. Trzeba rozgraniczyć, na próbie się przygotowujemy, a koncert to jest pokazanie tego, co robiłeś na próbie.

 

WK: Pytam dlatego, że zdarzało mi się bywać na próbach zespołów, dla których sama próba była istotą, wiecie znajomi, muzyka, alkohol.

 

CH: My nie traktujemy próby jako miejsca imprezy, spoko po próbie można dać w palnik, ale po to to jest, żeby wypracować jakiś materiał. Tak samo jest chyba ze wszystkimi rzeczami w życiu, jak na przykład pracujesz w fabryce ołówków na taśmie, to po jakimś czasie składasz te ołówki zajebiście, to jest twoja praca, spędzasz nad nią dużo czasu i poświęcasz na nią dużo energii, a po jakimś okresie wykonujesz ją dobrze. To nie jest impreza...

 

KM: My już swoje wypiliśmy... Wiesz, jakby taki etap mamy za sobą, że przychodzimy się najebać na próbę. Czasem nie przychodzimy na próby bo się najebaliśmy, ale jak jesteśmy na próbie to gramy i nie robimy melanżu.

 

CH: Koncert jest takim momentem weryfikacji energii, kiedy jesteś na scenie, przechodzi przez ciebie nieprawdopodobna energia, która płynie i z publiczności, z tego co grasz i z radości, że grasz. Próby i koncerty to są dwie zupełnie inne jakości, to tak jakbyś pracę porównywał z seksem.

 

WK: Chodziło mi też o to, czy większą satysfakcję daje samo wymyślenie kawałka, czy zaprezentowanie go ludziom.

 

CP: Daje zajebistą satysfakcję wymyślenie numeru, przynajmniej ja tak mam, że wracam po próbie na chatę i cały czas mam ten numer w bani i myślę kurde zrobiliśmy coś, to jest extra, daje mi kopa na następne dwa tygodnie, ale gdy gram ten numer na koncercie i po zagraniu dostaję zajebiste brawa i szacunek od publiki, to jest satysfakcja razy tysiąc.

 

KM: Mnie na przykład najbardziej to poklepało, gdy zagraliśmy numer „Arytmia”, podeszła do mnie laska po koncercie i powiedziała: „nie mogłam tego słuchać, musiałam wyjść, bo tak mnie telepał ten tekst”, w ogóle „zjadła mnie”, wiesz o co chodzi? Były takie emocje, tak ją ruszył tekst, że musiała wyjść, chociaż jej się podobało. I o to chodzi w koncertach.

 

WK: Macie swoich muzycznych mistrzów? Nie chodzi mi o inspirację, wzorce czy idoli, tylko po prostu, kogo lubicie słuchać?

 

CP: To może poszczególne instrumenty, Ja jako perkusista powiem, że na pewno zajebisty jest Brad Wilk...

 

M: Jaram się Primusem, Les Claypool jest mistrzem jeśli chodzi o bas.

 

WK: Macie muzyczne cele, marzenia? Kiedy będziecie mogli powiedzieć „jesteśmy spełnieni muzycznie”?

 

CP: Jak ktoś tak pomyśli, że już się spełnił, to przegrał. Nie ma czegoś takiego jak cel i jego spełnienie, to się cały czas przesuwa. Jeden cel zrealizujesz, pojawia się nowy.

 

KM: Najbliższym celem jest nagranie longplaya i na tym się teraz skupiamy.

 

WK: Macie ulubione miejsca we Wrocławiu? Kluby, puby, plener?

 

CH: Wiadomo, Wyspa Słodowa jest spoko (śmiech). Labirynt na Brochowie jest zajebisty, zwłaszcza w innym stanie umysłu.

 

KM: Raczej nie chodzimy do klubów, bo jest chujnia, lubimy plener, squoty...

 

CP: Nad Oławką polecam park, gdy wszystko się zieleni, piwko wchodzi...

 

Komandor Autyzm: Dodam, że Bistro Przemysłowe daje radę, bo ja późno kończę pracę, a tam jest otwarte całą dobę.

 

WK: Chcecie coś dodać?kulturawywiad5

 

KM: Pozdrawiamy Jaram Label, Flaszki i Szlugi, Sixpounder, Headhunters...

 

KM: Zapraszamy na koncert, drugie urodziny zespołu 11 listopada w Niskich Łąkach. A i od dzisiaj jestem Kapitan Lumpex (śmiech).

 

WK: OK, dzięki za wywiad.

 

 pytał: Bud,   pstrykał: Kris,

 

The Best betting exchange http://f.artbetting.netby ArtBetting.Net

mic

bookshelf

globe

music

How to get Bookmakers Bonus - articles.
BIGTheme.net - Theme Catalog