Olsztyńska kapela Łydka Grubasa odwiedziła Wrocław przy okazji finału eliminacji do Przystanku Woodstock 2011 i zagrała jeden z lepszych koncertów tego wieczoru, co dało im miejsce na małej scenie tegorocznego festiwalu w Kostrzynie. Jak się okazało, ich prześmiewcze teksty, to nie żadna przesada czy też poza, bo Hipis, Korpus, Ziggy, Rud i Carlos to pozytywni wariaci, którzy muzyką po prostu się bawią. Porozmawialiśmy sobie o graniu i jedzeniu w luźnej atmosferze.

 

Wrocławskie Knajpy: Tak na początek, proszę, opowiedzcie coś o swojej twórczości.

Hipis: O swojej twórczości... Dobra, to ja rozwijam skrzydła, rozpoczynam?

Korpus: Zaczynaj.

Hipis: Dobra. To jest za duże słowo "twórczość", bo my jesteśmy kapelką, która gdzieś tam sobie pobrzdękuje w garażyku, w każdym razie tak nam się zawsze wydawało i wszelkie jakieś szumne tytuły a propos "wielkiej sztuki" są nam kompletnie obce. Jesteśmy zwykłym rockowym bandem, który sobie pogrywa, co prawda od paru lat dobrych i nasze creme de la creme to jest granie z mocnymi gitarami i głupimi tekstami. No może nie tyle głupimi, ile szyderczymi, którymi staramy się w żartobliwy sposób podejść do bieżących tematów, czy to będzie miłość, czy to będzie polityka, czy przewóz osób komunikacją miejską. Jeżeli nas jakiś temacik "podruszy", to można się spodziewać, że zrobimy z niego dość przewrotny tekst, ale oczywiście wszystko w kompletnie rockowym sosie... Generalnie jesteśmy metalowcami, chociaż może nie wyglądamy (śmiech), ale mamy też drugi, metalowy band, w którym łupiemy mocno, a Łydka to po prostu ostre gitary i teksty. ydka1

Wk: Komentujecie bieżące wydarzenia, czyli jesteście w pewnym sensie publicystami?

Hipis: Nie, publicysta kojarzy mi się z jakimś wielkim dziennikarzem, który "trzepie" felietony, komentuje politykę, my sobie pozwalamy we własnym zakresie na jakiś uszczypliwy komentarzyk, ale staramy się to robić na tyle skromnie, żeby broń boże pretensji do większych rzeczy nie było... Po prostu rockowa kapela, która coś tam czasem śmiesznego wrzuci i tyle, na pewno nie ma w tym jakieś głębokiej filozofii, choć niektórzy się doszukują...

WK: Jest godzina 23:00, zaraz ogłoszenie wyników. Okazuje się, że gracie na Woodstocku. Czego oczekujecie po tym występie?

Carlos: Radość na pewno będzie wielka, już teraz zresztą jest ogromna, powoli tego nie ogarniamy emocjami i generalnie bardzośmy radzi, że możemy tu wystąpić i pokazać się tylu ludziom. A to o czym mówisz, czyli występ na Przystanku to celem jest przede wszystkim dotarcie z Łydką do jak największej rzeszy ludzi, którzy dzięki Woodstockowi mieliby szansę nas usłyszeć. Z internetem jest różnie: raz jest, raz nie ma, ludzie zaglądają, albo nie. Wszystko jest kwestią promocji, a jak się nie ma pieniędzy na promocję, to ciężko oczekiwać, że wszyscy zaraz będą ściągać milionami utwory.

 

Rud: Zwłaszcza, że jest to muzyka łatwa i przyjemna, którą mogą puścić w komercyjnej rozgłośni.

Carlos: Dlatego występ na Woodstocku byłby dla nas na pewno spełnieniem marzeń, a po drugie szansą dotarcia do większej liczby ludzi.

Hipis: No i oczywiście też nasze ego urośnie, bo są koncerty małe, są koncerty większe, a gdy się ma okazję zagrać na największym w Polsce, czy nawet i w Europie, no to przecież jest "napięcie mięśnia" takie, że szkoda gadać. Na pewno było by to potężne osiągnięcie, nawet jeśli nie wiązało by się to z następnymi profitami typu trasy, płyty, itd. Bo też zupełnie nie o to nam chodzi, to sam fakt występu przed pół milionem ludzi jest motywacją niesłychaną dla każdego grajka, który nie oszukuje, że gra dla ludzi. Bo są tacy "antykomercjusze", którzy się odżegnują, mówią" niech przyjdą trzy osoby, będzie dobrze", bzdura - gra się dla ludzi, im więcej ludzi, tym większa frajda dla muzyka.

WK: Dużo gracie koncertów?

Carlos: Staramy się dużo grywać, aczkolwiek z tą częstotliwością to bywa różnie. Bywają miesiące, gdzie koncertów jest sześć, a bywają też takie, że koncert jest tylko jeden.

Rud: Przy czym dodajmy, że sześć koncertów miesiącu to jak na nas dużo.

Hipis: Tak, każdy pracuje, ma żony, dzieci, także proza życia niestety trochę nas ogranicza. Trzeba organizować sobie granie z czynnościami niezbędnymi dla funkcjonowania komórki rodzinnej (śmiech), a żony nie zawsze bywają potulne i spolegliwe. Kochamy Was (śmiech). Kiedy "siły wyższe" pozwalają, to staramy się grać jak najwięcej, bo wiadomo, że to jest sama śmietanka - jeździć, grać, o to chodzi, po to się te próby robi. to jest jakaś metoda na wyrażenie siebie, na zrealizowanie siebie. Jest to po pierwsze nasze hobby, po drugie jest to nasze zajęcie, jest to też sposób na to, by nie siedzieć w domu... 

Carlos: ...i nie pić piwa... Można tak mówić? (śmiech)

Hipis: ...nie puszczać wiatru w fotel (śmiech), tak to może nazwijmy. No i prawda największą nagrodą jest to, jeżeli człowiek wylewa pot i wydaje kasę na gitarę zamiast na buty, potem jedzie na koncert i widzi jak się ludzie bawią i wie, że to ma sens w ogóle, napędza jedno z drugim. To jest chyba największa frajda dla nas jako kapeli. Nie wyobrażam sobie większej frajdy niż zagranie super koncertu, na którym wszyscy się świetnie bawią, "kupują" nasze piosenki. Ile możemy najwięcej, tyle gramy.

WK: A miewacie tremę jeszcze?

Carlos: Tak, na przykład teraz.

Rud: Nogi nam się trzęsą, ręce nam się trzęsą (śmiech).

Carlos: My generalnie nie jesteśmy kapelą, która się "wysyła" na jakieś przeglądy, ponieważ nie przywykliśmy do tego, ale z Woodstockiem było inaczej, ktoś nam podesłał linka, słuchajcie jest jeszcze ostatnia szansa, żeby wysłać do Owsiaka na dużą scenę, pomyślcie o tym. Pomyśleliśmy, zapakowaliśmy płytkę i wysłaliśmy. I o. Do tej pory nie było takich momentów, żeby się tremować, ale koncert półfinałowy i myślę, że tu mówię w imieniu każdego z nas był mocno stresujący.

Wszyscy: Tak, był.

Hipis: Było ciśnienie, bo tam było wszystko bardzo poważnie zrobione: tu ekipa, tu światło, tu zegareczek, wszystko "na bach". Myśmy się przyzwyczaili do sytuacji, gdzie raczej jedziemy na koncert, jest kompletna boruta, nikt nic nie wie, wszyscy chodzą nawaleni, nagłośnienie jest do niczego, w związku z czym ja jestem przyzwyczajony, że muszę biegać, kręcić gałkami, bo akustyk jest głuchy, że trzeba łapać szefa knajpy - facet najczęściej nawet nie wie, co otworzył i o której otworzył. A tu nagle ciach: "dzień dobry", identyfikator, wszystko ładnie, poważnie wyglądało i rzeczywiście zestresowało nas to, no i prawda, jest o co grać. trema jest, ale ja tu się wyrażę w swoim imieniu, chłopcy mają trochę prościej, bo oni tylko grają, a ja muszę śpiewać i coś tam zagadywać do ludzi. Mi trema mija po mniej więcej po 30 sekundach pierwszego numeru, bo wtedy już jestem we własnym sosie. Najwięcej tremy jest przed samym graniem: ręcę się trzęsą, niedobrze się robi, trzeba zrobić siku trzy razy pod rząd, żeby później nie było niespodzianek, ale jak już się łapie za mikrofonik, wychodzi na scenę, albo jak się zobaczy, że ludzi to rusza po pierwszych dźwiękach, to wtedy już jesteśmy w domu. 

WK: Macie jakieś ulubione miejsca we Wrocławiu?ydka2

Carlos: Dworzec główny, Kościół Dominikanów, ponieważ nasz znajomy (Jurek Owsiak, który przysłuchiwał się rozmowie - przyp. red.) zostawił tam bluzę i po godzinie przyszedł i ją tam znalazł (śmiech).

 Hipis: Ja na przykład lubię dworzec główny, gdyż do tej pory jest to jedyna rzecz we Wrocławiu, którą zwiedzałem (śmiech). Byliśmy na spacerze na starym mieście też i bardzo nam się podobało.

Korpus: Fontannę macie ładną.

Hipis: fontanny są super, zżarliśmy też pyszne kluchy śląskie i to jeszcze za małe pieniądze, w barze...

WK: Możecie reklamować, proszę bardzo.

Hipis: Nie pamiętamy (śmiech). Nie, "U Beatki" to było. Chodzimy, patrzymy: tu gyros, tam pizza, ale ile można. Patrzymy, a tu knedle i gulasz za 12 zeta i bach. Napój chłodzący też był bardzo dobry, regionalny, na literę P.

WK: Piwo (śmiech).

Hipis: Pepsi (śmiech). Nie mamy też takiego podejścia, żeby sobie pohasać po mieście na luzie, wtedy byśmy na pewno więcej zwiedzili. Wiadomo, koncert. Aha, gołębie dokarmiliśmy i wróbelki też. Wróble są cwańsze od gołębi okazało się. Małe jest szybkie (śmiech).

WK: Chcecie coś dodać od siebie? Przekaz, message, motto?

Carlos: Ludzie, bawcie się po prostu. Bierzcię tą muzykę, która Wam się najbardziej podoba i dobrze się przy niej bawcie.

Hipis: A ja jeszcze dodam dla wszystkich zespołów, które będą miały okazję zgłosić się na przegląd pokroju takiego jak dzisiejszy: nie chrzańcie się z tym tylko się wysyłajcie. My dotarliśmy na półfinał i finał bez najmniejszych układów czy faworów, także okazuje się, że można. Istnieje uczciwość ludzka na świecie. I tym pozytywnym akcentem chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy "ostrzą" instrumenty w piwnicach, garażach i po cichu myślących o wyjściu na szersze wody - do boju, naprzód! Można.

WK: Dziękujemy chłopaki i powodzenia.

Łydka: Dziękować wielce.

  • More Articles...

    Gdzie zjeść

    • Appetito - pizzeria & restauracja

      Appetito mieści się w tajemniczym staroniemieckim zakątku Wrocławia, na ulicy Lwowskiej. W tej...

    • Barka Tumska

      Barka Tumska ma 3 pokłady. Pokład górny - taras widokowy czynny w sezonie letnim przewidziany dla około 60...

    • Art. Hotel

      Art Hotel to miejsce magiczne i wyjątkowe. Elegancki i stylowy hotel, położony w urokliwym zakątku...

    • Agawa

      Restauracja Agawa położona jest w zaciszu wrocławskiego Parku Południowego przy ulicy...

    • Majka Bar

      Majka Bar to typowo robotniczo - studencki lokal. Nie potrzebujemy zbyt wiele pieniędzy by najeść...

The Best betting exchange http://f.artbetting.netby ArtBetting.Net

mic

bookshelf

globe

music

How to get Bookmakers Bonus - articles.
BIGTheme.net - Theme Catalog